Przechodzisz przez nie każdego dnia. Ale czy wiesz, dlaczego drzwi mają właśnie takie proporcje?
Codziennie przechodzimy przez drzwi dziesiątki razy. Do sypialni, łazienki, biura czy restauracji. Otwieramy je łokciem, kiedy niesiemy próbki, przytrzymujemy stopą, gdy kurier wnosi paczki i przeklinamy po cichu, kiedy okazuje się, że piękna sofa z wizualizacji nie chce przez nie przejść. Drzwi są jednym z najbardziej zwyczajnych elementów wnętrza — dopóki nie zaczną przeszkadzać.

A przecież standardowe wymiary drzwi wcale nie wzięły się znikąd. Dzisiejsza wysokość drzwi wewnętrznych, ich szerokość, sposób otwierania oraz to, co naprawdę oznaczają wymiary drzwi w świetle ościeżnicy, są efektem wielowiekowego przeciągania liny między ludzkim ciałem, konstrukcją, ergonomią, przepisami budowlanymi, produkcją seryjną i estetyką.
Najłatwiejsza odpowiedź brzmi: drzwi mają około dwóch metrów wysokości, bo człowiek musi przez nie wygodnie przejść. Tylko że to odpowiedź mniej więcej tak precyzyjna, jak stwierdzenie, że kuchnia ma blat, bo gdzieś trzeba kroić cebulę. Prawdziwa historia proporcji i wymiarów drzwi zaczyna się tam, gdzie ergonomia w projektowaniu wnętrz spotyka normy budowlane, a architektura próbuje zamienić ciało człowieka w system liczb.
Czy dawne drzwi były niższe dlatego, że ludzie byli niżsi? Czy Le Corbusier naprawdę miał coś wspólnego ze współczesną wysokością drzwi? Jak antropometria wpłynęła na projektowanie przestrzeni? I dlaczego dwa skrzydła opisane w katalogu podobną liczbą mogą po montażu dać zupełnie inne światło przejścia?
Odpowiedź jest dużo ciekawsza niż jeden „standardowy wymiar drzwi”. Bo za tym pozornie zwyczajnym elementem kryją się historia architektury, ergonomia, prawo i bardzo konkretne decyzje, które projektant wnętrz podejmuje właściwie przy każdym projekcie.
Zostań subskrybentem i przeczytaj pozostałe 92% artykułu!
Komentarze
Możliwość komentowania dostępna tylko dla subskrybentów Klubu Architekta. Dołącz do subskrybentów!